„DIVA Show” – szósty sezon na scenie. Ruszyła sprzedaż na marcowe pokazy spektaklu.

„DIVA Show” – szósty sezon na scenie. Ruszyła sprzedaż na marcowe pokazy spektaklu.

„DIVA Show” – szósty sezon na scenie. Ruszyła sprzedaż na marcowe pokazy spektaklu.

Dwa słowa: „DIVA Show”. To był pierwszy spektakl zrealizowany przez Teatr Fundacji Kamila Maćkowiaka.

Kiedy jeszcze nie widzieliśmy jak potoczy się nasza fundacyjna historia, jak zostaniemy przyjęci przez publiczność i czy to wszystko, co robimy ma w ogóle sens,  na sesji zdjęciowej pojawia się on – Kamil Maćkowiak. W peruce, w gigantycznych, 16 -centymetrowych szpilkach, w sukience z cekinów… Żeby mógł pokazać się tak światu, kilkanaście osób pracuje w pocie czoła, a ich myśli krążą tylko wokół jednego: „Czy się uda?”. Przygotowaniom towarzyszą kamery, wraz z monodramem powstaje pełnometrażowy film „Projekt DIVA”.

Jeszcze tylko  kilka ujęć do trailera, kilka dni zdjęciowych, żeby zrealizować projekcje, bo przecież ma to być wielkie, multimedialne przedsięwzięcie, jeszcze nauka tekstu… I jest! W październiku na ulicach Łodzi pojawiają się bilboardy z dużym różowym napisem „DIVA Show”. Szokują, no bo kto to widział, żeby facet wkładał sukienkę i jeszcze udawał Tinę Turner. Ale osiągamy cel –  przyciągają uwagę, budzą zainteresowanie spektaklem. Na tyle skutecznie, że w czasie gdy Kamil gra jesienne spektakle premierowe, nie ma już biletów na kolejne.

Reakcja widzów jest niesamowita, przerasta nasze najśmielsze oczekiwania. Wchodzą w dyskusję z Kamilem, dają się Divie prowokować, zaczepiać. Im bardziej śmiali się na początku przedstawienia, tym bardziej płaczą na jego zakończenie. Bo „mimo szalonego tempa i brawurowych popisów tańca spektakl ma wyjątkowo wyważone proporcje śmiechu i łez” (Magdalena Kuydowicz, zwierciadlo.pl).

Sukces jest tym większy, ,że „DIVA Show” podoba się zarówno widzom, jak i recenzentom. W pierwszej recenzji Krystyna Piaseczna w „Łódzkich Wiadomościach Dnia”  dzieli się z widzami swoimi wrażeniami z rozpoczęcia spektaklu mówiąc, że „DIVA rozpoczyna się jak Hollywódzka produkcja – perfekcyjnie”. Grę Kamila Maćkowiaka postrzega jako „wyżyny sztuki aktorskiej, przejaw odwagi i potęgi talentu”.

Za tą wypowiedzią idą kolejne pochlebne recenzje. Renata Sas w „Expressie Ilustrowanym” pisze, że „tego spotkania się nie zapomina”. I chyba faktycznie tak jest, „wiele z tej opowieści pozostaje widzom w głowie” (Łukasz Kaczyński, Dziennik Łódzki), bo widzowie wracają – oglądają spektakl po kilka, kilkanaście razy. Za każdym razem tak samo się wzruszają, tak samo przeżywają tę historię. Historię o każdym z nas. Ale i o tym jak bardzo wiele nas różni. W spektaklu mówimy o zaburzeniu borderline, nie zawsze łatwych relacjach z matką, poczuciu odrzucenia, czy wreszcie o uzależnieniach. Przekonujemy się, że to tematy ważne, że niektóre z nich na scenie poruszane są po raz pierwszy, bo na co dzień, dla poczucia złudnego bezpieczeństwa, zamiata się je pod dywan. „Widownia przez bite dwie i pół godziny siedzi jak zaczarowana i słucha opowieści o tym, jak trudno jest po prostu żyć” (Magdalena Kuydowicz, zwierciadlo.pl). Słucha też piosenek Tiny Turner, które w znacznym stopniu (obok projekcji, efektów multimedialnych i samej gry Maćkowiaka) tworzą niezwykłą atmosferę tego spektaklu.

Na tym spektaklu zdarza się wszystko… Pewnego razu Kamil spektakl przerywa. Jest tak wiarygodny, że ktoś z widowni wychodzi na scenę, przytula go, chce mu pomóc. Kamil broni się mówiąc „Ja tylko gram…”. Maćkowiak „jest w swojej roli tak przekonujący, że publiczność myli fikcję z rzeczywistością” (Natalia Brandeburg, ddlodz.pl). I to nie zmienia się przez lata. Spektakl jest wspólną terapią, po której do Fundacji przychodzą maile, listy, a facebookowy fanpage kipi od dyskusji.

Uwielbienie publiczności przekłada się na nagrody, które Maćkowiak otrzymuje za swój w pełni autorski monodram. Poza Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Monodramów WROSTJA, Plastrem Kultury i kilkoma innymi, dostaje i tę najważniejszą: prestiżową, wręczaną tylko jednemu artyście rocznie w Teatrze Starym w Krakowie  – Nagrodę Schillera.

„DIVA Show” odmierza czas. Zarówno nam, realizatorom tego spektaklu, jak i jego wielbicielom. Te pięć lat, które minęły odkąd po raz pierwszy Kamil Maćkowiak pojawił się na scenie przebrany za Tinę Turner pokazując „swój ogromny talent, odwagę, emocjonalność, wiarygodność i wielki dystans do samego siebie” (Katarzyna Mielczarek, „Plaster Łódzki”) oznacza, że sezon 2018/2019 to już szósty sezon działania naszego teatru. Jak bohater „DIVA Show” pokazujemy, że warto mieć swoje marzenia, wierzyć w nie i krok po kroku je realizować.

Na naszym fanpage’u na Facebooku zrobiliśmy ankietę – po raz pierwszy pytamy w niej Państwa, który spektakl z dotychczas przez nas wyprodukowanych, podoba się Wam najbardziej. Wygrywa „DIVA show”. Dlatego aż dwukrotnie zagramy to przedstawienie w marcu – wszystkich, którzy za tym monodramem się stęsknili bądź jeszcze go nie widzieli zapraszamy 16.03 oraz 17.03. o 19.00

Back to Top