ŁAWECZKA NA PIOTRKOWSKIEJ – recenzje

  PLASTER ŁÓDZKI, Katarzyna Mielczarek / 23.01.2015

Ławeczka na Piotrkowskiej to rewelacyjna komedia osadzona w łódzkich realiach. (…)

Inteligentne, błyskotliwe i żartobliwe dialogi nieustannie bawią widzów. Śmiech na sali niemal nie ustaje. Śmiało można powiedzieć, że Ewa Audykowska–Wiśniewska i Kamil Maćkowiak to duet doskonały. (…)

Pełna energii, ciekawa akcja, przewrotna historia o zaskakującym finale bez reszty wciąga widzów.(…)

Najnowsza produkcja Fundacji Kamila Maćkowiaka to pozycja obowiązkowa dla wszystkich osób żądnych sporej dawki śmiechu. Ławeczka na Piotrkowskiej jest kolejną, obok ławeczki Tuwima, ławką którą w Łodzi po prostu trzeba zobaczyć!

Rozwiń pełną treść recenzji »
Rok 2015 rozpoczął się w łódzkim AOIA bardzo pozytywnie i humorystycznie. Od wieczoru sylwestrowego możemy być świadkami znajomości dwojga ludzi z Ławeczki na Piotrkowskiej – komedii stworzonej na podstawie sztuki Aleksadra Gelmana.

W spektaklu zobaczymy Ewę Audykowską–Wiśniewską, w roli Wandy i Kamila Maćkowiaka w roli „mężczyzny kalambura”, czyli mężczyzny o wielu twarzach, imionach i życiorysach.

Ławeczka… przedstawia historię dwojga osób, którzy poznają się na ulicy Piotrkowskiej, rozmawiają, flirtują, kłócą się, godzą, fascynują się sobą nawzajem. Ta przypadkowa znajomość rozwija się w bardzo szybkim, wartkim tempie. Jest nacechowana zmiennymi emocjami, ale przecież nie od dziś wiadomo, że „kto się czubi, ten się lubi”.

Ona to rozwódka, samotna matka, spragniona miłości i stabilizacji. Jest piękna, inteligentna, kobieca, kokieteryjna, uwodzicielska, zdecydowana, ale i momentami naiwna, zazdrosna, uległa. Potrafi być intrygująca, czarująca, jak również snuć intrygi. On to marzenie każdej kobiety. Żadna nie mogłaby się przy nim nudzić. Zawsze powie (tudzież zmyśli) coś ciekawego, przedstawi każdą sytuację w pozytywnym dla siebie świetle, tak, że kobieta nie może się na niego długo gniewać. Oboje mają już za sobą spory bagaż doświadczeń. Łączy ich również samotność i chęć znalezienia towarzysza/ki życia.

Ławeczka na Piotrkowskiej to rewelacyjna komedia osadzona w łódzkich realiach. Akcja spektaklu rozgrywa się na ulicy Piotrkowskiej. W sztuce można dostrzec wiele typowo łódzkich znamion – m.in. nawiązanie do budowy Dworca Fabrycznego, Kochanówka (szpitala psychiatrycznego), podkreślenie faktu, iż bohaterowie znajdują się w mieście samotnych kobiet. Łódź jest przecież miastem o najwyższym wskaźniku feminizacji.

Historia tych Dwojga od samego początku zaciekawia publiczność. Inteligentne, błyskotliwe i żartobliwe dialogi nieustannie bawią widzów. Śmiech na sali niemal nie ustaje. Śmiało można powiedzieć, że Ewa Audykowska–Wiśniewska i Kamil Maćkowiak to duet doskonały. Widać, że mają ogromną radość, swobodę i zabawę ze wspólnego grania, co z kolei przekłada się także na zadowolenie teatromanów. Pełna energii, ciekawa akcja, przewrotna historia o zaskakującym finale bez reszty wciąga widzów.
Dobrze również dla odmiany zobaczyć Kamila Maćkowiaka w komediowej, a nie monodramatycznej roli, bo postać pewnego siebie bałamutnika też do Niego pasuje. Tym bardziej w towarzystwie tak nieprzeciętnej aktorki i olśniewającej kobiety, jaką jest Ewa Audykowska–Wiśniewska. Będąc świadkiem spotkania kobiety po przejściach i mężczyzny z przeszłością, zabrakło mi tylko słów piosenki „Czy te oczy mogą kłamać? (…) Czy ja mógłbym serce złamać?”. Ale oczywiście można wybaczyć to drobne „niedomówienie”.

Najnowsza produkcja Fundacji Kamila Maćkowiaka to pozycja obowiązkowa dla wszystkich osób żądnych sporej dawki śmiechu. Ławeczka na Piotrkowskiej jest kolejną, obok ławeczki Tuwima, ławką którą w Łodzi po prostu trzeba zobaczyć!

Katarzyna Mielczarek, Plaster Łódzki – www.plasterlodzki.pl


   GAZETA WYBORCZA, Izabella Adamczewska / 2015.03.02

Spektakl jest dynamiczny, pełen dramatycznego napięcia i zwrotów akcji (…)

Aktorzy nie recytują tekstu, sprawiają wrażenie, jakby niekiedy improwizowali. Świetnie się bawią, a to udziela się publiczności (…)
W uzyskaniu takiego efektu pomogły zmiany, które Maćkowiak wprowadził w tekst.

Najlepszym testerem jest publiczność – widzowie oglądający spektakl zaśmiewali się do rozpuku.

Rozwiń pełną treść recenzji
Grey z Łodzi. „Ławeczka na Piotrkowskiej”.

Fundacja Kamila Maćkowiaka wyprodukowała pierwszą komedię i spektakl, który nie jest monodramem. „Ławeczka” Aleksandra Gelmana została ulokalniona i uaktualniona.

Na ulicznej ławce zasiadają obok siebie kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością. Sympatycznie zapowiadający się flirt zmienia się w konfrontację, miłosne dusery – w szyderstwa, a nawet groźby.

„Ławeczka” znana jest w Polsce przede wszystkim ze spektaklu Teatru Telewizji z lat 80., z Januszem Gajosem i Joanną Żółkowską. Ale Kamil Maćkowiak i Ewa Audykowska-Wiśniewska nie muszą mieć kompleksów. Ich bohaterowie zyskali nowe rysy – jowialnego podrywacza i nie w pełni intelektualnie rozwiniętej rozwódki. Wandę dobrze charakteryzuje ubiór (zwłaszcza różowy puchaty kołnierz). Wcielająca się w tę rolę Audykowska-Wiśniewska bez trudu potrafi przybrać wyraz twarzy osoby nieskażonej myślą.

Aktorzy nie recytują tekstu, sprawiają wrażenie, jakby niekiedy improwizowali. Świetnie się bawią, a to udziela się publiczności. Ich „Ławeczka” bywa kabaretowa. W uzyskaniu takiego efektu pomogły zmiany, które Maćkowiak wprowadził w tekst (np. na Jej figlarne pytanie o „zapałeczkę” On odpowiada: „dla takiej kobiety to miotacz ognia”).

Maćkowiak postanowił tekst Gelmana ulokalnić i uwspółcześnić. Para spotyka się na ul. Piotrkowskiej – tytułowa ławeczka stoi za skrzyżowaniem z ul. Zamenhofa (wiemy to, bo na ekranie wyświetlany jest nakręcony na ulicy film). On chce zabrać Ją do Galerii Łódzkiej i oznajmia, że pracuje przy budowie Fabrycznej. Widzów elektryzowały aluzje do „50 twarzy Greya” („jakie miasto, taki Grey” – mówi o sobie ze smutkiem amant). W tekst wpleciono nawiązania do spalenia mostu w Warszawie („płonę jak warszawski most i gasnę”) czy podniesienia ceny franka.

Spektakl jest dynamiczny, pełen dramatycznego napięcia i zwrotów akcji. Przydałyby się cięcia (są momenty, w których napięcie siada). Można by było zastanowić się nad zakończeniem i wyeliminować z tekstu nieliczne nieścisłości. Ale to drobiazgi. Najlepszym testerem jest publiczność – widzowie oglądający spektakl zaśmiewali się do rozpuku.

Izabella Adamczewska – Gazeta Wyborcza


Back to Top