fbpx

O “Ławeczce”… relacja z ostatnich spektakli

Ostatni weekend FKM zdecydowanie może zaliczyć do udanych. Pogoda dopisała, publiczność tak samo i – co najważniejsze – wszystkim bez wyjątku dopisały dobre humory!
W piątkowy i sobotni wieczór „Ławeczka na Piotrkowskiej” przeżyła prawdziwe oblężenie. Walka o najlepsze miejsca na widowni była zażarta (i to wcale nie jest żart!). A wszystko zaczęło się jeszcze przed spektaklem…

Oczekujący na wejście do sali widzowie nerwowo przebierali nogami. Kolejka nie należała do krótkich, a jak wiadomo – najlepsze miejsca to te tuż przy scenie. Większość czekających była tak skupiona na osiągnięciu celu, że z trudnością przychodziło uzyskanie od nich odpowiedzi na proste pytania: Dlaczego „Ławeczka…”? Skąd dowiedzieli się o tej sztuce? Czego spodziewają się po spektaklu? Ktoś odpowiedział mimochodem, że największą motywacją jest zobaczenie Kamila Maćkowiaka w komediowej roli. O to, czy sprostał zadaniu zapytaliśmy tuż po spektaklu.

Niektórym widzom jeszcze przed przedstawieniem udzieliła się romantyczna atmosfera. Tu na kłamstwa (specjalność bohatera spektaklu Stanisława-Kazimierza-Tadeusza) nie było ani miejsce, ani pora, więc przyznali nam zupełnie szczerze, że „Ławeczka…” będzie pierwszym obejrzanym przez nich spektaklem. I oby nie ostatnim!

Po zajęciu miejsc przez widownię (bliżej lub dalej tytułowej ławeczki) atmosfera nieco się uspokoiła. Gdzieś spośród szeptów udało nam się wychwycić toczącą się dyskusję o innych spektaklach Fundacji.
Spór o to, która rola Kamila Maćkowiaka jest lepsza – ta w „Divie” czy ta w „Amoku” – nie został co prawda rozstrzygnięty, ale wszyscy zgodnie przyznali, że z niecierpliwością czekają na ujrzenie aktora w nowej odsłonie.
A potem na scenie pojawili się oni – mężczyzna o stu twarzach i kobieta szukająca miłości – i był już tylko śmiech, chichot i duża dawka pozytywnej energii!

DSC01495Na sobotnim spektaklu frekwencja była jeszcze większa. Ewa Audykowska-Wiśniewska i Kamil Maćkowiak udowodnili, że granie dla spontanicznej i żywo reagującej widowni to sama przyjemność. Aktorska para zeszła ze sceny dopiero po dwóch godzinach i piętnastu minutach, ustanawiając tym samym rekord długości czasu trwania spektaklu „Ławeczka na Piotrkowskiej”.
Wspólnie spędzony czas nie dłużył się ani aktorom, ani widowni. Wykorzystując dobre nastroje widzów, zapytaliśmy ich o wrażenia towarzyszące oglądaniu przedstawienia.

Bezkonkurencyjną sceną – w opinii publiczności – okazała się… nauka całowania! Ta z pozoru prosta i przyjemna czynność, dzięki bohaterom „Ławeczki…” zyskała zupełnie inny wymiar.
– Teraz już będę wiedziała jak muszę ustawić głowę, żeby nie zasłaniać żony podczas całowania – śmiał się jeden z naszych widzów tuż po wyjściu ze spektaklu. – Albo jak ją ustawić, żeby to ona nie zasłaniała mnie!

W odczuciu widzów równie ważnym elementem czyniącym sztukę zabawniejszą i bliższą sercom są… Liczne teksty nawiązujące do sytuacji w Łodzi. W końcu nie ma zbyt wielu spektakli, w których można usłyszeć o budowie Dworca Fabrycznego czy modzie wprost z Rynku Bałuckiego. A „Ławeczka…” wręcz obfituje w lokalne nawiązania.
– W spektaklu padło takie zdanie: „jakie miasto, taki Grey”. A my chciałybyśmy powiedzieć, że Łódź jest fenomenalna i mistrzowska. A jakie miasto, tacy aktorzy! – tymi słowami podsumowała grę aktorską Ewy i Kamila damska część publiczności.

A Wasze odpowiedzi na pytanie, czy Kamil Maćkowiak poradził sobie w roli uwikłanego w kłamstwa amanta postanowiliśmy zobrazować zdjęciem:

widzowie

Kto podczas „Ławeczki…” nie siedział jeszcze na widowni, ma szansę nadrobić zaległości już w czerwcu.

ZAPRASZAMY NA NAJBLIŻSZE SPEKTAKLE!

rezerwacja biletów – BILETERIA »
sprawdź wszystkie terminy – REPERTUAR »